﻿<title_newspaper=”Trybuna Ludu”> 
<title_article=”Od strony człowieka, od strony domu”> 
<author_1=”P. Gojawiczyńska”>
<author_2=””> 
<language=”pl”> 
<style=”press”>
<year="1954">
<month="7">
<date=”1954-07-24”>
<period=”d”>
<status=”1_obieg”>
Przeszłam tamtędy szybciutko, odwiedzając znajomą. Dziewczęta siedziały wokół stołu, przy kolacji: bułka, herbata. Nie rozmawiały ze sobą, nie z powodu zakazu ani z takiego znów umiłowania ciszy, lecz przez strach i ostrożność. Nie słychać było gwaru głosów, tak charakterystycznego dla młodości. Czasem tylko czyjaś romantyczna miłość zmuszała je do pewnej odwagi i interwencji. Obojętne i nieruchome, nie poruszając prawie wargami przekazywały wzdłuż stołu szept Bronia. Wyjdź. „Ktoś” czeka w cukierni...
Izdebki były malutkie, niskie, duszne i ciemne. Ale jedna była obszerniejsza, z oknem na posępny wąwóz pod Zjazdem. Gdy się szło w górę. Zjazdem to okno wśród rozmaitości dachów, ozdobione firaneczką, mereżką, nicianą koronką wyglądało przyjemnie i malowniczo. To było też charakterystyczne, miało swój wyraz. Dzięki takiej firance mogłam stwierdzić, że bursa przetrwała pierwszą wojnę światową, pierwszą okupację i weszła niezmieniona w formie fizycznej i metodach wychowawczych w dwudziestolecie... może aż do drugiej wojny?...
Stojąc na wzgórzu mariensztackim patrzę na nieistniejącą stronę ulicy i na nieistniejący dom. Tu, gdzie był posępny kamienny wąwóz, biegnie pas zieleni, ach, jakże już wysoko wyrośniętej i bujnej — lecz widzę także poprzez dystans lat, inaczej, młode twarze, te czułe i słabe, inne — mocne, drapieżne, przebiegłe lub zamknięte na siedem kluczy złej mądrości. Aksamit trawy i różnorodność ozdobnych kwitnących krzewów, nad którymi powiewa jeszcze biała firaneczka wspomnień! — Proszę pani...
Młoda panna, obarczona walizką, stoi na tamtym miejscu i pyta, wymieniając adres. Czy dobrze idzie?... Czy to blisko?... Ale, w swoim mieście, w swojej dzielnicy, nie zna się numerów; zna się miejsca, domy, chodzi się na pamięć — więc?... — To jest proszę pani, Fundusz Wczasów Pracowniczych — Krakowskie Przedmieście 64. — Ach, dawna Resursa Obywatelska — powiadam — to blisko. I cóż to?... na wczasy do Warszawy?...
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
